Kto chce €uro?
Siedziałem sobie na Politechnice Koszalińskiej gdzie – na sali, ku memu zdumieniu, przepełnionej – odbywała się debata n/t wyborów do tzw. „Parlamentu Europejskiego”. I pierwszym pytaniem do kandydatów było: „Jaki jest Pański stosunek do wprowadzenia w Polsce €uro?”.
I rozpoczął kandydat SLD, który starannie wytłumaczył, że €uro trzeba wprowadzić, ponieważ złotówka nie jest stabilna. Bo każdy może – tłumaczył ów nieszczęsny Kandydat – podnieść albo obniżyć wartość złotówki; jak chcą spłacić jakieś zadłużenie w złotówkach w stosunku do „Rządu” polskiego, to obniżają wartość złotówki – a jak odwrotnie – to podwyższają.
Bo czym jest waluta jakiegoś maleńkiego, 40-milionowego kraiku?
Tymczasem istnieje sobie nieco większe państewko zwane Zjednoczonym Królestwem Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej – które nie przyjęło wspólnej waluty. Istnieją też dwa inne królestwa: Danii i Szwecji – które też nie wprowadziły €uro. Co więcej: nie mają najmniejszego zamiaru go wprowadzać – a w UK istnieje większość ponad 75% przeciwko wprowadzaniu €uro.
Przy czym Dania i Szwecja są krajami znacznie mniejszymi od Polski – i jakoś nikt nie robi im jakichś machlojek z ich koronami. Natomiast istotnie p.Jerzy Sörös zaatakował walutę jednego z tych państw – i zarobił na tym ładne parę miliardów. Tyle, że była to waluta znacznie większego i znacznie silniejszego gospodarczo od Polski państwa, czyli Zjednoczonego Królestwa.
I właśnie akurat w tym państwie jakoś miłość do własnej waluty jest chyba największa.
A co jeszcze ciekawsze: chyba we wszystkich państwach „starej Europy” istnieje w tej chwili większość za powrotem do walut państwowych.
To nie jest oczywiście żaden argument. W tej chwili w dawnych landach NRD istnieje ogromna tęsknota do powrotu do „komuny” - ale trudno to poważnie traktować. Jednak jak ktoś jest d***kratą…
Ja nie jestem!
Jednak piszę to nie dlatego, by wyśmiewać się z jakiegoś SLD-owca - lecz by zwrócić uwagę na to, że problem jednak istnieje. Każdą walutą można zachwiać – jeśli robić to dostatecznie energicznie i dostatecznie dużymi siłami. Jednak zarobić na tym można tylko wtedy, gdy rząd – lub bank centralny (w różnych państwach jest to różnie) – podejmą interwencję. Jeśli tego nie zrobią – to atakujący więcej na tym straci, niż zarobi!!
Może to zrobić w celach politycznych – ale po co?
No, właśnie: istnieje poważne podejrzenie, że taki atak został celowo podjęty przez kręgi finansjery amerykańskiej… przeciwko własnej walucie, przeciwko dolarowi. Chodziło o to, by przed wyborami poderwać zaufanie do polityki gospodarczej p.Jerzego W.Busha.
Co się znakomicie udało. A koszt tego ataku ma obecnie, za rządów tryumfującego p.Benedykta Husseina Obamy, zapłacić podatnik!!
W normalnych czasach nikt jednak nie atakuje obcych walut – choćby była to waluta Wielkiego skądinąd Księstwa Luksemburga (w czasach, gdy Księstwo jeszcze nie przeszło na €uro) – właśnie dlatego, że się to nie opłaca.
Walutą najbardziej stabilna jest – wydawałoby się złoto. Trudno zaatakować wartość złota – zwłaszcza, gdyby wszystkie państwa miały waluty oparte o złoto. Jednak można. Przykład dali b-cia Huntowie, którzy w latach 70.tych zaatakowali światową cenę srebra – podnosząc ją ponad dwukrotnie!!! Użyli do tego celu raptem ok. 11 miliardów dolarów – i… stracili je. Zostali wyeksmitowani z własnych domów…
Taka jest kara za nieudaną spekulację…
Janusz Korwin-Mikke




Dodaj komentarz